poniedziałek, 19 września 2016

Do diabła

5 sierpnia 2016. Tomaszów Mazowiecki, Polska.
-FOX ONE! Do diabła! Mam MiG-a na ogonie .... Mayday, Mayday - budzę się z krzykiem ... cholerne PTSD. Asia całe szczęście mocno śpi, mam nadzieję że nasza córka również. Zaspany sięgam po bluzę i spodnie mundurowe. Ledwo co udaje mi się je włożyć, no staruszku, prawie półtora miesiąca po wojnie dało ci się we znaki. Królestwo za kawę! Idę do kuchni, pierwszy widok który tam zastaję, to moja skacowana ekipa. To już chyba czwarta, czy piąta impreza na naszą cześć. Ja już po tygodniu z tego pociągu wysiadłem, nigdy nie potrafiłem się bawić, ani tym bardziej pić na umór.
-Jak było? - pytam.
-Ciszej do k#&@% nędzy! Łeb mi pęka ... - odzywa się dość mało przyjazne burknięcie Mikołaja.
-Dobra, jak chcesz. Zamawia ktoś jajeczniczę na boczku?
-Na sam widok jedzenia mi niedobrze.
-Widzisz Andrzejku, a mówiłem ci, nie przesadzaj?
-Stul że dziób. Bez Kingi to nie to samo,
-Uuuuuu, ktoś tu się ostro zabujał.
-S#@%×+&!?& z łaski swojej.
-No już pancerniaku, spokojnie. - swoją drogą, to bardzo dobrze go rozumiem. Byli zakochani jak cholera. Mam nadzieję że Kinia szybko wróci do zdrowia, tylko co z jej twarzą ... a mniejsza. Nad moim domem przeleciał właśnie jeden z ocalałych myśliwców rosyjskich.
-Nosz cholera jasna?! Który to z moich taki mądry?!
-Masz swojego Flankera pierunie. Doczekałeś się prezentu od starego Dimitrija.
-No nareszcie. Jadę do bazy, biorę Jeepa.
-Tylko go nie zarysuj, bo Corspa urwie mi jaja przy samym tyłku. - tak, mimo wyjaśnienia całej sytuacji, Corspa pozostała nadal lekko wkurzająca. Zaglądam w swój notes. O cholera ... szybkie spojrzenie na zegarek. Aj, nie zostało mi zbyt wiele czasu. Dlaczego ci nowi oficerowie muszą tak wcześnie przyjeżdżać? I po kiego diabła zgadzałem się na dowódcę dywizji?! Sięgam po swojego nie odłącznego Sig Sauera P229 i kluczyki od auta. Boże, jak ja dawno nim nie jeździłem. Trzeba będzie się przyzwyczaić od nowa do potężnej mocy.
-Andrzej, jakby Asia się pytała, to jestem w sztabie dywizji.
-Rozumiem, tylko która Asia? - pyta z uśmiechem. Bardzo wczuł się w rolę wujka.
-Oczywiście że tej trochę większej.
Wychodzę z domu, nosz do jasnej ... dlaczego zawsze musi być tak jasno?! Szybki powrót, łapię swoje okulary przeciwsłoneczne i idę spowrotem do auta. Ahhhh ta czerń, i 550 koników pod maską. Przekręcam kluczyk, silnik od razu zaskuje pełną mocą i rykiem. Wciskam pedał gazu do dechy. Po około 20-25 minutach ostrej jazdy docieram do miejsca już legendarnego. Most Żelazny, aż wspomnienia wracają.
-O, dowódca się pojawił.
-Gadaj zdrów, gdzie ten nowy?
-Raczej "ta nowa".
-No bez jaj ... - zaglądam w teczkę.
Imię : Olga
Nazwisko : Kaczmarczyk
Wiek : 21
Stopień : Sierżant sztabowy.
Przydzielony/na : 1 Dywizja Marines, dowódca kompanii B.
Poprzedni/e przydział/y : 4 Rezerwowa Dywizja Kawalerii Powietrznej (2014-2016), dowódca plutonu 1 (2014-2015), dowódca kompanii A (2015-2016).
Świetnie, niedość że przysyłają podoficera zamiast oficera, to jeszcze jakąś młodą siksę bez doświadczenia bojowego. Już ja dam tym z zaopatrzenia. Ale nazwisko jakby znane, gdzieś już mi się przewinęło po drodze.
-Gdzie ona teraz jest?
-W swoim namiocie, zauważysz dość łatwo, wymalowała kotwicę na "dachu".
Wychodzę trzaskając drzwiami ze złości, już ja ją urządzę! Kotwicę mi malować! Niedoczekanie twoje! Jednak przy namiocie, coś mi podpowiada żeby przed wejściem zrobić mały rekonesans. Zaglądam przez małe okienko do wnętrza. Widzę jak ktoś się rozpakowuję, a potem się odwraca w moją stronę. O kurka wodna. Już wiem skąd znałem nazwisko. To przecież stara dobra Olgusia z II b-ch. Nieraz się gapiłem za nią, jak przechodziła ... mało ważne. Przynajmniej gadatliwa była.
-BAAAAACZNOŚĆ! AMBER IDZIE! - pozwalam sobie na żartobliwe zawołanie przed wejściem do namiotu.
-O w mordę ... jeżeli mnie oczy i pamięć nie mylą ... TO TY STARUSZKU?! - rzuca się na mnie.
-Nie, sam Lucyfer we własnej osobie. Nie spodziewałaś się co? Puść mnie do diabła! Bo zaraz mnie zadusisz!
-Już, już. Gadaj co u ciebie, nadal jesteś z tą swoją Asią?
-Pewnie, nawet następczyni się doczekaliśmy.
-Ooo, to gratuluję. Jak dawno temu?
-Czekaj ... będzie gdzieś tak ze dwa lata.
-No to nieźle. Mów co u naszych? - pyta się o naszą starą paczkę.
-Nie wiem, na razie tylko, lub aż tylko jestem ja, Asia, Kinga, ty i Kaśka.
-To Kacha żyje?! A co u Kini?
-Żyje i ma się dobrze. Z Kingą, to jest delikatna sprawa.
-Łazi z brzuchem?
-Co?! Nie! Zupełnie co innego.
-W takim razie co?
-Pod Kremlem jeden z pocisków ze 152-jki walnął dość blisko nas ... twarz, framgent boku i biodra.
-Ałć, musiało boleć. Gdzie teraz jest?
-W jakimś szpitalu w St.. - przerywa mi moją wypowiedź nagły okrzyk.
-GERONIMOOOOOO!
Wychodzimy z namiotu, już ja dam tym nowym żartownisiom. Nagle, ni stąd, ni zowąd ląduje mi na plecach nie kto inny jak ... Kinga! Cała kompania B już się zwija ze śmiechu, no pięknie.
-Ty to masz efektowne wejścia, ale plagiat jest nie dopuszczalny.
-Nie pieprz mi tu stary, gadaj gdzie ... OSZ TY W ŻYCIU! OLGA?!
-A skąd, sam Gacek.
Boże te baby ... trzy lata się nie widziały. Teraz to będzie plotkowania że hej ...
-"Gadaj gdzie", gdzie kto, co?
-No nie wydurniaj się.
-Aaaaa! U mnie w domu, cierpi na masowego kaca, razem z resztą ekipy.
-Podrzucisz mnie tam?
-Jasne, i tak nie mam co do roboty. A i jeszcze jedno. Olga przejmuje kompanię B
-Moją B?! To czym ja ...?
-Została C Corspy. Wyjechała pozałatwiać parę spraw w Warszawie.
Podchodzimy do mojego auta.
-No, no, no. Wojna zmienia ludzi. Pamiętam jak do szkoły przyjeżdżałeś starym Oplem Corsą. - mówi Olga.
-Który miał może z 30, góra 40 koników. To cacko ma ich aż 550.
-I pali od diabła pewnie.
-Oczywiście. Ale na bohatera można wszystko. My jedziemy do mnie, ty ogarnij chłopaków.
Wsiadam z Kingą do Pontiaca.
-Gotowa na mały wyścig?
-Jaki wyścig?
W tej samej chwili podjeżdża Andrzej w identycznym jak mój wozie.
-Wszystkiego najlepszego kochanie!
-Boże ... pamiętałeś! Ale chwila ... co jest prezentem?
Andrzej wyciąga kluczyki.
-A co myślałaś? Tani pierścionek?
-Ile cię to musiało kosztować ...
-Nie wiele. - uśmiecha się w moją stronę.
-O wy przebiegłe dranie ... dobra! Kto pierwszy u Adama w domu ten wygrywa. Ostatni kupuje mi niespodziankę.
-Ale mamy tylko dwa auta....
-Nie myślałeś chyba, że nie dostanę prezentu ze Stanów.
Oglądam się za siebie. No proszę, Mustang Shelby ... robi się ciekawie. Ale mocą i tak nam nie dorówna. Silnik V6 o mocy 450 koni kontra V8 i 550 koników. Powodzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz